Nie żyje Jerzy Leśniak

Nie żyje Jerzy Leśniak
Nie żyje Jerzy Leśniak - Fot. Arch. UMNS

To był szok dla rodziny, kolegów, przyjaciół, znajomych, współpracowników. Nikt się tego nie spodziewał. W nocy z niedzieli na poniedziałek (20/21 sierpnia), zmarł nagle Jerzy Leśniak, długoletni dziennikarz, od kilkunastu lat pracownik Urzędu Miasta. Kilkanaście dni temu, 14 sierpnia, obchodził swoje sześćdziesiąte urodziny.

Przez ostatnie miesiące bardzo intensywnie, przygotowywał do druku swoje – bodaj najbardziej ukochane dziecko – drugie, rozszerzone i poprawione wydanie „Nowej Encyklopedii Sądeckiej” Nowemu Sączowi, Sądeczanom i Sądecczyźnie poświęconą. Korekty, uzupełnienia, aktualizacje, projekty okładek… Liczył dni do oddania obszernego wydawnictwa do drukarni. Snuł plany o jego promocji… Jego marzeniem było oddanie obszernej księgi do rąk czytelników w tym roku, roku jubileuszu Nowego Sącza. Przygotowywał się do tego przez lata, ale w ostatnich miesiącach oddał się tej pasji niemal bez reszty, pracował nie licząc godzin, jak zawsze, gdy temat, projekt go zafascynował i wciągnął.

Sam był kopalnią i encyklopedią wiedzy o naszym mieście, regionie i ludziach. Miał fantastyczną i zaskakującą pamięć do nazwisk, faktów, wydarzeń. Był prawdziwym, regionalnym patriotą – w tym najlepszym tego słowa znaczeniu. Dziennikarsko – pisarsko – wydawniczy dorobek mówi sam za siebie. Ma na swym koncie – jako autor lub współautor – ponad 30 znaczących publikacji książkowych. Ten, kto będzie chciał poznać Nowy Sącz, jego historię bliższą i dalszą, znaczące postaci miasta nie może nie sięgnąć po te publikacje, na czele ze „101 sądeczanami”, „Encyklopedią Sądecką” (2000 r.), „Szkołą Chrobrego 1908-2008” czy „Panoramą sportu sądeckiego”.

Jego pasją była historia i oddawał się jej jako sekretarz „Rocznika Sądeckiego” i wydawanych od kilku lat publikacji pod wspólnym tytułem „Biblioteka Rocznika Sądeckiego”. Poznawanie Nowego Sącza i Sądecczyzny zaczynał od Jaworzyny Krynickiej, Jeziora Rożnowskiego i Przehyby, by później wędrując po Polsce i świecie szukać – z powodzeniem – sądeckich śladów i krajan znad Dunajca i Kamienicy („Sądeckie ścieżki – od Ziemi Świętej do Kalifornii. Reportaże z 25 krajów”).

Systematyczny, pracowity… Odkrywał i pisał o faktach i zdarzeniach z minionych dekad, pisał pro memoria o tych, co się przed nami „minyli”. Spod jego ręki wychodził od kilkunastu lat zapis – kronika najważniejszych wydarzeń obejmujących rok wydawniczy „Rocznika”.

Spośród nagród cenił sobie szczególnie tę im. Szczęsnego Morawskiego i – przyznaną za całokształt twórczości w tym roku – im. ks. prof. Bolesława Kumora.

Niewiele osób wie, że i mową wiązaną posługiwał się całkiem biegle.

Kolega, przyjaciel, „brat łata”. Nigdy nie odmówił pomocy. Sądecki krąg przyjaciół tu blisko i dalej: w Krakowie, Warszawie, a nawet w Stanach – zawsze był mu wsparciem, podobnie jak On jemu.

Kibic Sandecji – klubu, jego historii i drużyny piłki nożnej. Zamierzał wybrać się do Niecieczy na kolejny mecz „biało-czarnych”…

„Byli chłopcy, byli, ale się mineli, I my się miniemé po malućkiej kwili…” Ten dwuwiersz Jana Krzeptowskiego – Sabały często cytowaliśmy we wspominkach. Dzisiaj przyszło go przypomnieć Jurkowi… Za wcześnie…

„Byli chłopcy, byli…” Trzeci sądecki dziennikarz po Henryku Szewczyku i Leszku Horwacie w ciągu ledwie kilku miesięcy dołącza do redakcyjnego, „niebieskiego” zespołu redakcyjnego obok Janusza Koszyka, Kazimierza Bryndzy, Kazimierza Strachanowskiego…

źródło: UM NS