Sądeckie wspomnienia w filmie „Za niebieskimi drzwiami”

Sądeckie wspomnienia w filmie „Za niebieskimi drzwiami”
"Za niebieskimi drzwiami"

Rozmowa z Mariuszem Palej reżyserem filmu “Za niebieskimi drzwiami”.

Sądecczyzna jest mi bliska z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że mój tata i cała jego rodzina pochodzili ze Starego Sącza. Nigdy nie zapomnę malowniczego ryneczku tego urokliwego miasteczka. Nie ma drugiego podobnego. Dookoła urokliwe podcieniowe domki, a sam plac rynku pokryty kocimi łbami z kamieni z Dunajca. W bocznej uliczce równie malowniczy Klasztor Klarysek. Stary Sącz mieni się, jak gotowa scenografia do filmu. – mówi Mariusz Palej

O czym jest Pański film?
To historia chłopca, którego siłą jest miłość. Zagubiony i słaby dojrzewa, przeciwstawia się apatii i bierności i walczy o to, co uważa za słuszne. Miłość do matki jest tym, co go wzmacnia i daje wiarę w siebie i siłę. Miłość matki nie pozwala mu odejść. Mama obecna cały czas przy synu opowiada mu swoją historię, mówi to, na co pewnie wcześniej nie miała czasu czy odwagi, a on ze strzępów tych historii tworzy własną. Miłość i determinacja mamy w walce o dziecko nie zna granic. Nic jej nie powstrzyma. To jest film o sile miłości.

A czy aby przyciągnąć dziecięcą publiczność operował Pan jakimiś szczególnymi środkami wyrazu filmowego?
Widz dziecięcy to najbardziej wymagająca publiczność, jaką sobie można wyobrazić. Nikt z nas, a tym bardziej z pokolenia naszych rodziców czy dziadków nie otrzymał takiej ilości oferty audiowizualnej co współczesne dzieci. Dlatego postawiłem w swoim filmie postawić na stronę plastyczną.

Śmiało można powiedzieć, że jeszcze takiego filmu dla dzieci nie było. Czy osiągnięcie tego efektu było trudne?
Tak, ponieważ my nasz film zrobiliśmy za 1 milion USD, a amerykanie taki filmy robią w przedziale od 120 do 220 mln USD. Ale Polak potrafi 🙂

Jak wam się to udało?
Postanowiłem sięgnąć do tego, co najlepsze w polskiej tradycji filmowej. Mamy doskonałych scenografów i operatorów. Jako scenografa do współpracy zaprosiłem Katarzynę Sobańską, autorkę scenografii do “Idy” czyli filmu oskarowego.
Kiedyś dużo wędrowałem po Polsce z plecakiem i miałem w pamięci wiele pięknych miejsce. Przyjąłem założenie, że aby zrobić ten film, trzeba skorzystać z potencjału piękna, jaki mamy w Polsce. Żyjemy naprawdę w pięknym kraju, choć nie zawsze ogarnia nas optymizm.

Dlaczego zrobił Pan film dla dzieci?
Dlaczego nie? Po pierwsze jeśli zdobywać szczyty to te, na których jeszcze nikt nie był. W polskiej kinematografii niestety nasi najmłodsi jakby zostali zapomniani. Ostatni powszechnie znany polskiej publiczności film dla dzieci rodzimej produkcji to „Magiczne drzewo”, który powstał w 2009 roku. Gdyby jako cezurę czasu przyjąć okres demokracji od 1989 roku, to w Polsce powstało dla tej publiczności zaledwie kilka filmów czyli zaledwie jeden na kilka lat.

Traktuje Pan to zatem jako misję?
To wielkie słowo. Ale to może być misja. Jeżeli chcemy mieć rodzimą kulturę i rodzimą kinematografię, to musimy się komunikować z widzem od najmłodszych lat.

Skoro to tak ważne to dlaczego sytuacja wygląda tak a nie inaczej
Powoli to się zmienia. Dowodem jest to, że udało się zrobić nasz film. I na pewno powstają już dwa następne. Sam przygotowuję dwa kolejne projekty dla dzieci: “Czarny Młyn” i “Czakram Mocy” wraz z moimi ukochanymi scenarzystkami Magdaleną Nieć i Katarzyną Stachowicz-Gacek.

No właśnie, jak przebiegały prace nad scenariuszem „Za niebieskimi drzwiami”
Przeczytałem książkę i mnie zaintrygowała. Potem przez noc do rana napisałem eksplikację. Scenariusz pisały Magada i Kasia z pomocą Adam Wojtyszki. Do dziewczyn mam pełne zaufanie.

Reżyser nie kontroluje scenarzystów?
Miałem je pod kontrolą, bo scenariusz powstał u mnie w kuchni 🙂 A tak poważnie dużo rozmawialiśmy. Przyjaźnimy się i dużo nas łączy – wrażliwość, światopogląd. Ja szczególnie ufam kobietom, są pracowite i dużo od siebie wymagają. W tym przypadku szczególnie dlatego, że mamy do czynienia z ciepłymi matkami, a opowiadamy historię skierowaną do dzieci.

Czy byliście wierni pierwowzorowi literackiemu?
Film oparliśmy na głównym pomyśle dramaturgicznym książki, budującym suspense historii. Ale wiele musieliśmy zmienić, domyśleć.

Czy pisarz nie miał nic przeciw?
Marcin jest cudownym, wrażliwym, utalentowanym człowiekiem. Jako świadomy artysta wie, że każde medium rządzi się innymi prawami. Język pióra jest inny niż język kamery.

Ingerował w waszą pracę?
Nie, bo czuje tak jak my. Artysta potrzebuje wolności i zaufania. Marcin nam zaufał i całkowicie powierzył swoje dziecko. Zobaczył dopiero gotowy efekt.

I jak zareagował?
Zobaczyłem w jego oku błysk, jaki wcześniej on zobaczył u mnie po przeczytaniu jego książki.

A ktoś ingerował w Waszą pracę?
Od bolesnej ingerencji jest producent 🙂 Cały świat musi walczyć z dyktatem pieniądza, również artyści. Ha ha  Ale to też symbioza bez producenta film nie powstanie. A my mieliśmy szczęście i takowego spotkaliśmy na swoje drodze i to niezwykle zdeterminowanego i skutecznego

Producent czyli pieniądze. Czy operowanie budżetem filmowy to duża odpowiedzialność dla reżysera?
Reżyser nie dysponuje pieniędzmi, reżyser dysponuje swoimi współpracownikami, innymi twórcami, to jest największy kapitał.
Ale robienie filmu dla dzieci to wielka odpowiedzialność. Przede wszystkim jest to odpowiedzialność wobec faktu, że robimy go dla małych ludzi, jeszcze nieukształtowanych, którzy chłoną jak gąbka. Dlatego staraliśmy się, aby nasz film był nie tylko piękny, ale i mądry.

„Za niebieskimi drzwiami” w kinach już od 4 listopada.